Home Artykuły Polskie warchlaki coraz mniej popularne

Polskie warchlaki coraz mniej popularne

0
0

Autor: Tomasz Kodłubański

 

W regionie Parzęczewa w woj. Łódzkim jeszcze 3-4 lata temu produkcję tuczników w cyklu zamkniętym prowadziło na dużą skalę kilkunastu rolników. Dzisiaj pozostało tylko kilku wśród których z pewnością wyróżnia się hodowla Honoraty i Władysława Krawczyków ze wsi Śliwniki. Hodowcy nie poddają się niekorzystnej sytuacji na rynku wieprzowym i myślą o zmianach w hodowli, które mogłyby poprawić efektywność produkcji tuczników.

 

– Zastanawiam się intensywnie nad tuczem warchlaków sprowadzanych z Holandii. Sprzedaję tuczniki o wadze od 110 do 120 kg do zakładów mięsnych w Ozorkowie. Proponują mi tucz warchlaków sprowadzanych z Beneluxu. W cyklu zamkniętym taki tucz bardzo się opłaca zważywszy, że warchlaki sprowadzane są z jednej hodowli, co pozwala uniknąć problemów związanych z nagromadzeniem chorób i dużymi kosztami zakupu leków – mówi W. Krawczyk.

W. Krawczyk rozpoczął samodzielne gospodarowanie na 14 ha ziemi jeszcze w latach 70-tych.

– Przez 20 lat w naszym gospodarstwie uprawialiśmy zboża, buraki cukrowe, hodowaliśmy krowy mleczne i bydło opasowe, a także uprawialiśmy warzywa. Pod koniec lat 90-tych powiększyłem gospodarstwo do 19 ha własnej ziemi oraz 6 ha dzierżaw i postanowiłem skoncentrować się na hodowli trzody chlewnej, a bardziej precyzyjnie na produkcji tuczników.

W 2009 roku hodowca wziął kredyt bankowy – 36 tys. zł na budowę nowej chlewni.

– Ten kredyt to była tylko połowa całkowitego kosztu budowy chlewni o długości 36 m na 6,5 m szerokości. Do budynku chlewni dostawiłem paszarnię o wymiarach 12 m na 12m, której budowa kosztowała ponad 20 tys. zł. Już wtedy postanowiłem, że prosiaki będą chodziły po ściółce gdyż w przeciwieństwie do rusztów jest to bardziej bezpieczne dla nóg zwierząt. W tuczarni mam 9 kojców podzielonych na grupy po trzy, dla młodych i starszych tuczników. Tuczniki są przerzucane z jednego kojca do drugiego w zależności od wagi jaką osiągają – opowiada hodowca.

W nowym budynku wentylacja oparta jest na systemie grawitacyjnym.

– Nie zdaje jednak egzaminu ponieważ np. w miesiącach zimowych lodowate powietrze leci do dołu co powoduje, że prosiaki bardzo marzną. Przy tuczu prosiaków z importu będę musiał zmienić wentylację na wymuszoną z 3 wentylatorami i sterownikiem. Koszt instalacji 5-6 tys. zł.

– W budynku, w którym uprzednio trzymałem bydło opasowe i trzodę, dzisiaj znajduje się porodówka oraz pomieszczenie dla loch luźnych. Przeróbka tego budynku kosztowała mnie prawie 15 tys. zł, przy czym dużą część prac budowlanych i wykończeniowych wykonałem sam – dodaje W. Krawczyk.

Obecnie hodowca ma 16 loch rasy pbz. Całe stado liczy ponad 100 sztuk trzody.

– Hodowla zarodowa w cyklu zamkniętym jest mało opłacalna oraz ryzykowna. Wahania cen oraz brak stabilizacji na rynku trzody w naszym kraju, odciągają wielu hodowców od takiego prowadzenia hodowli. Ja produkuję tuczniki w oparciu o własne prosięta. Wydajność z jednej maciory na poziomie 10-11 sztuk, jednak spora część prosiąt rodzi się martwa. Na przykład, niedawno jedna maciora oprosiła się i dała 14 sztuk z czego 7 urodziło się martwych. Nie znam niestety przyczyny tak dużych upadków prosiąt w mojej hodowli.

W. Krawczyk sprzedaje tuczniki do zakładu mięsnego w Ozorkowie.

– Dzisiaj cena za kg żywca dostaję ok. 3,50 – 3,60 zł. Taka cena nie gwarantuje w najmniejszym stopniu opłacalności tuczu. Cena powinna wahać się w granicach 5 zł/kg by hodowcom opłacała się produkcja tuczników.

Dlaczego hodowca chce sprowadzać warchlaki z zagranicy?

– Planuję tucz warchlaków z Holandii. Wiem, że polscy hodowcy grupują się by kupować po kilkaset sztuk z ferm nastawionych wyłącznie na produkcję tuczu. Tucz prosiaków z importu jest, moim zdaniem, bardziej korzystny niż oparty na naszych warchlakach ponieważ trudno jest kupić większą ilość zwierząt od jednego hodowcy, a jeśli kupiłbym mniejsze ilości od różnych hodowców to jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta zachorują na różne choroby i będzie więcej upadków.

– Jeśli kupię warchlaki od jednego hodowcy za granicą to takie sztuki mogą zachorować na jeden rodzaj choroby. Łatwiej jest wówczas leczyć chore sztuki i zapobiegać rozprzestrzenianiu się choroby. Na skutek tego jest mniej upadków. Przy takim zakupie zwierząt musi być świadectwo zdrowia wystawione przez lekarza z hodowli macierzystej, z której pochodzą kupione warchlaki. Jeśli nastąpią upadki w czasie transportu danej partii warchlaków odbiorca nie ponosi kosztów.

– Czas w którym doprowadzi się warchlaka holenderskiego do wagi 120 kg wynosi ok. 4 miesiące, jednak jeśli rolnik sprzedaje tuczniki w wadze żywej, to wówczas opłaci się zakupić warchlaki kastraty wyselekcjonowane i mające mięsność do 55%. W tym przypadku przyrost wynosi nawet 1200 gr dziennie, a czas tuczu trwa do 3 miesięcy – mówi W. Krawczyk.

Krawczyk szuka jak najbardziej efektywnych rozwiązań by dalej prowadzić hodowlę.

– Wielu hodowców z naszej gminy zrezygnowało nie tylko z prowadzenia hodowli zarodowej, ale nawet z produkcji tuczników. W okolicznych wsiach stoi kilka pustych budynków, w których jeszcze kilka miesięcy lub rok temu prowadzony był tucz warchlaków lub całkiem nowych tuczarni budowanych z myślą o rozwoju hodowli. Jeszcze dwa lata temu w gminie Parzęczew było co najmniej kilka tysięcy sztuk trzody. Dzisiaj trudno doliczyć się kilku setek – opowiada hodowca.

 

Facebook Comments Box

LEAVE YOUR COMMENT