Home Artykuły Produkcja jabłek w zakolu Wisły
Produkcja jabłek w zakolu Wisły

Produkcja jabłek w zakolu Wisły

0
0

autor: Tomasz Kadłubański

Wał okalający Wisłę pod Chełmnem odgradza naszą najdłuższą rzekę od sadów jabłoniowych, które rozpościerają się u podnóża Góry Zamkowej w miejscowości Starogród Dolny. Tutaj sadownik Marian Dziura produkuje jabłka różnych odmian na powierzchni ponad 4,5 ha sadu.

– Pochodzę z Małopolski z okolic Brzeska gdzie jako nastolatek grałem intensywnie w piłkę ręczną – mówi sadownik. To była moja pasja i potem już jako żołnierz trafiłem do jednostki WOP w Gdyni gdzie zajmowałem się w latach 60 i pierwszej połowie lat 70-tych nadzorowaniem odpraw celnych statków, które przybijały do portu w Gdyni.

Marian Dziura w tym czasie grał w jednym z najlepszych zespołów szczypiorniaka w Polsce Wybrzeżu Gdańsk oraz reprezentował nasz kraj na mistrzostwach świata we Francji.

– To piękny epizod w moim życiu, który jednak skończył się wraz z moimi przenosinami tutaj do Starogrodu gdzie przejąłem nadzór nad sadem mojego teścia – kontynuuje Dziura.

Dziura musiał przenieść się w dolinę Wisły i zająć się prowadzeniem sadu jabłoniowego.

– To był dla mnie czas nauki gdyż wcześniej nie miałem z ogrodnictwem wiele wspólnego. Dzisiaj mogę powiedzieć, że dobrze zrobiłem bo przez ponad 30 lat doskonaliłem uprawę jabłoni i rokrocznie plony owoców są u mnie dosyć wysokie – mówi z dumą Dziura. Uprawiam kilkanaście odmian jabłoni sadzonych na podkładkach P26 oraz P9, od wczesnych takich jak Pinova, aż po późne zimowe Braeburn, Booskop, Cortland, Gala czy Gloster.

W sadzie Mariana Dziury drzewka uginają się pod ciężarem dorodnych owoców.

– Jak widać owoce są duże i bez żadnych skaz na skórce – chwali jabłka sadownik. Niektóre odmiany obrodziły w takich ilościach, że sprawiają wrażenie dużych kulek winogrona wiszących w kiściach. Plon będzie bardzo dobry – oceniam, że zbiorę przeciętnie około 70-80 ton/ha.

Na pytanie o grad czy ulewy, które w innych częściach Polski niszczą dużą część owoców, Dziura tylko wzrusza ramionami.

– U nas od kilku dobrych lat nie było gradu, a podtopienia mi nie grożą ponieważ w sadzie mam bardzo dobrą glebę – klasa II i woda szybko wsiąka, tak, że sadownicy z innych regionów naszego województw dziwią się, że u nich nie można wjechać do sadu, a u mnie wjeżdżam nawet większym ciągnikiem nazajutrz po większych opadach.

Sadownik dokarmia glebę przed zimą tylko w niewielkim stopniu.

– Głównie z powodu jakości gleby ograniczam zasilanie gleby tylko do podawania niewielkich ilości azotu, potasu czy boru jesienią po to by wzmocnić drzewa przed sezonem zimowym. Tutaj w Starogrodzie Dolnym są to gleby, które charakteryzuje znaczny kompleks sorpcyjny i duża pojemność wodna, co sprzyja intensywnej produkcji jabłek oraz uzyskiwaniu wysokiego plonu nawet w takich warunkach suszy, jakie panowały w ubiegłym sezonie.

Problemem jak zresztą w wielu innych regionach kraju jest nieustabilizowana sytuacja sadowników jeżeli chodzi o sprzedaż jabłek i brak umów kontraktacyjnych.

– Jestem sadownikiem ponad trzy dekady i nie pamiętam by w latach 80- tych czy nawet w pierwszej połowie ubiegłej dekady była taka niepewność, co do możliwości zbycia jabłek – podkreśla sadownik. Zmienił się system i zmieniła się sytuacja producentów jabłek. Dzisiaj nie wiem czy uda mi się sprzedać jabłka, które zerwałem bo nie mam żadnej umowy, która gwarantowałaby jakąś stabilność w produkcji, nie mówiąc już o cenach jakie otrzymujemy za owoce. Kiedyś istniały spółdzielnie, które gwarantowały umowy z ceną minimalną i wiedziałem, że sprzedam plon z przynajmniej minimalnym zyskiem. Teraz jesteśmy zależni od dobrej woli marketów, w których często zmieniają się ludzie decydujący o zakupach owoców, więc jest możliwe, że za tydzień, dwa mogę przestać być dostawcą do Tesco czy Lidla.

Dziura na początku sezonu zatrudnia kilkanaście osób do zrywania owoców.

– To kolejny krok w kierunku likwidacji sadów i produkcji owoców. Wzrost płacy minimalnej spowoduje przy obecnej sytuacji rynkowej producentów jabłek jeszcze większe problemy z opłacalnością produkcji i zbytu. Nie dość, że polski sadownik dostał mocno po głowie na skutek embarga rosyjskiego, to teraz każdy przychodzący zrywać jabłka będzie żądał co najmniej kilka złotych od godziny więcej niż dotychczas. W tej sytuacji zaczniemy chyba dokładać do produkcji jabłek, pytanie tylko jak długo wytrzymamy – żali się sadownik.

 

Facebook Comments

LEAVE YOUR COMMENT