Home Artykuły Produkcja tuczników nieopłacalna

Produkcja tuczników nieopłacalna

0
0

 

Tomasz Kodłubański

 

Grzegorz Kucharski ze wsi Wola Kałkowa w woj. Łódzkim prowadzi tucz prosiaków od kilku lat.

 

– Gdy w 1992 roku przejmowałem gospodarstwo od rodziców areał gruntów uprawnych wynosił 14 ha. Uprawiałem wtedy zboża, buraki cukrowe, ziemniaki oraz trawy nasienne na powierzchni około 2 ha – wspomina G. Kucharski. Mój tata trzymał także krowy mleczne, ale najwięcej czasu poświęcał na opiekę nad hodowlą zarodową trzody chlewnej. Wtedy, w pierwszej połowie lat 90-tych gdy przejmowałem od niego 8 macior, postanowiłem rozbudowywać systematycznie stado – dodaje hodowca.

Z czasem liczba matek ras białych wzrosła w gospodarstwie G. Kucharskiego.

– W 2002 roku przebudowałem stare budynki takie jak garaże i oborę na chlewnię z rusztem plastikowym o powierzchni 500 m2 nastawioną na produkcję prosiąt, w której było 11 pomieszczeń przeznaczonych na tucz, wraz z wydzieloną częścią przystosowaną na porodówkę – mówi hodowca. Mogłem już wtedy wprowadzić do niej rozbudowane stado 30 macior. Maciory oraz knura kupiłem od lokalnych hodowców, którzy specjalizują się w produkcji sztuk o wysokiej mięsności.

Od roku 2004 Grzegorz Kucharski współpracuje z zakładami mięsnymi w Starachowicach.

– Prowadzę tucz prosiąt sprowadzanych z Danii – opowiada G. Kucharski. Te prosięta mają wagę ok. 30 kg i mięsność ok. 59%. Doprowadzenie prosiaków do wagi żywej 112 -118 kg, po osiągnięciu której sprzedaję sztuki do zakładów w Starachowicach zajmuje mi od 2,5 do 3 miesięcy. Przy sprzedaży tuczników mam na umowie podpisanej z tym zakładem cenę gwarantowaną poniżej której nie można zejść wraz z odliczeniem kosztów zakupu paszy. Płatność za tuczniki nie przekracza 4 miesięcy i nie ma zaległości. Wcześniej sprzedawałem tuczniki do zakładów mięsnych w Rawie Mazowieckiej jednak znacznie lepsze warunki finansowe jakie zaoferowano mi w Starachowicach spowodowały, że zmieniłem odbiorcę tucznika.

– Myślałem też o tuczu prosiąt holenderskich i polskich jednak prosięta z Holandii, pomimo, iż tucz trwa krócej, mają mniejszą mięsność – ok. 54% w stosunku do duńskich – tłumaczy hodowca. Nasze prosiaki przyrastają do wymaganej wagi w ciągu 4,5 miesiąca, co dla mnie jest zbyt długim okresem czasu. Poza tym duńskie prosięta im dłużej rosną tym są chudsze, co bardzo dobrze widać na duńskim czerwonym boczku – dodaje G. Kucharski.

Ta dobra współpraca z odbiorcą tuczników sprawiła, że hodowca zaczął myśleć o pobudowaniu nowej tuczarni.

– Już od roku 2005 myślałem o budowie nowego, większego i nowocześniejszego obiektu na 500 sztuk tucznika. Na budowę nowej tuczarni wziąłem kredyt w wysokości 30 tys. zł ze spłatą na 12 lat przy 2% co miesięcznej spłaty. Taki budynek powstał do końca 2007 roku. Jest to budynek 10-komorowy o powierzchni 500 m2 z podłogą na głębokiej ściółce i z wentylacją mechaniczną.

Rozwój gospodarstwa jest jednak bardzo kosztochłonny.

– Powiedzmy, że dostaję od odbiorcy nawet 450 zł/sztukę tucznika. Wszystkie koszty podczas tuczu jakie ponoszę: pasza, leki, nawozy, prąd elektryczny oraz paliwo sprawiają, że nie mam żadnego zysku na sztuce – wylicza gospodarz.

Dużą część pasz G. Kucharski przygotowuje na bazie własnych zbóż.

– Ubiegły sezon był bardzo niekorzystny z powodu ciągłych wahań pogody – ulewne deszcze na wiosnę, a upały w lecie. W tym roku spora część kukurydzy wyschła. Z 1,5 ha ziemi nie było co zbierać. Kukurydza którą zebrałem z pozostałego areału – 14 ton/ha była bardzo wysuszona. Zboża ozime miałem na poziomie 7-8 ton/ha natomiast jare wypadły słabo – 3,5 – 4,5 ton/ha.

Dla Grzegorza Kucharskiego najważniejszym czynnikiem opóźniającym rozwój branży mięsnej w Polsce jest coraz mniejsza opłacalność produkcji żywca.

– Ceny żywca podlegają wahaniom – spadkom lub zwyżkom – natomiast tzw. koszty stałe cały czas rosną, co powoduje, że opłacalność produkcji jest coraz mniejsza – podsumowuje G. Kucharski. Poziom cen żywca jeszcze kilka lat temu był podobny do dzisiejszego jednak w ciągu tego okresu zarówno koszt zakupu paliwa do ciągników jak i nawozów oraz opału wzrósł kilkukrotnie.

Dla hodowcy problemem jest dzisiaj niedobór odpowiedniej ilości polskich prosiąt.

– Zapotrzebowanie na naszym rynku jest bardzo duże jednak zmniejszenie ilości stad zarodowych powoduje nadmierny import prosiaków z zachodu Europy, a to nie sprzyja rozwojowi hodowli trzody w Polsce.

Facebook Comments Box

LEAVE YOUR COMMENT