Home Artykuły Tworzenie grup producentów trzody chlewnej to szansa dla hodowców

Tworzenie grup producentów trzody chlewnej to szansa dla hodowców

0
0

Tomasz Kodłubański

 

 

Istnienie Spółdzielni Produkcyjnej Trzody Chlewnej „Jakość” z Bychlewa koło Pabianic pokazuje jak ważnym czynnikiem w tworzeniu tego typu organizacji producenckich jest odpowiednie podejście założycieli do kwestii właściwej organizacji i funkcjonowania w pierwszym okresie tworzenia grupy producenckiej.

Grupa producentów tuczników z Bychlewa, która powstała w 2007 roku była pierwszym tego typu bytem gospodarczym w woj. Łódzkim.

Rolnicy mogli w grupie korzystać dowolnie ze swoich kontaktów handlowych. Po pewnym czasie, takie podejście do współpracy między hodowcami sprawiło, że ci rolnicy, którzy produkowali mniej tuczników z wolna zaczęli grupować się wokół tych, którzy ze względu na ilość wyprodukowanego żywca mogli uzyskać najlepsze ceny. Korzystali ze źródeł zbytu, które przynosiły największy dochód – dodaje M. Jach.

Gdy tworzył grupę postanowił dać swobodę innym hodowcom zarówno w sprzedaży tuczników jak i w zakupie prosiąt.

– Dzisiaj jeżeli rolnik należący do naszej grupy ma np. 20 tuczników na sprzedaż to w pierwszej kolejności staramy się sprzedać tą mniejszą ilość zwierząt, a nie kilkaset sztuk jakie oferują najlepsi w naszej Spółdzielni. Takie podejście powoduje, że grupa cementuje się od wewnątrz. Mniejsi producenci mogą liczyć na wsparcie najlepszych z nas – twierdzi Marcin Jach.

Początki grupy nie były jednak proste.

– Nie wiedzieliśmy jak podejść do tworzenia takiej grupy od strony administracyjnej. Na szczęście bardzo pomogli nam urzędnicy z Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, którzy zajęli się naszą grupą i pomagali rozwiązywać nasze problemy zarówno prawne jak i administracyjne.

– Statut założycielski naszej spółdzielni opracowaliśmy sami. Pracą organizacyjną zająłem się ja, natomiast całość korespondencji z urzędami i agencjami była w gestii mojej żony Żanety – mówi M. Jach.

Hodowcy, którzy mogli przystąpić do grupy wcale nie byli pewni czy taki pomysł się powiedzie. Wszystko się zmieniło gdy w ramach PROW grupa otrzymała wsparcie: w pierwszym i drugim roku 5 %, w trzecim roku 4 %, a w czwartym roku 3 % rocznej wartości sprzedanej produkcji wyprodukowanej w gospodarstwach członków grupy. Koszty założycielskie grupy wyniosły łącznie ok. 30 tys. złotych. Zyski wygenerowane z działalności hodowlanej i handlowej spowodowały wtedy, że hodowcy zaczęli się zastanawiać jak zainwestować pieniądze jakie grupa zaoszczędziła.

– W roku 2007 i 2008 grupa liczyła 11 hodowców. Po pewnym czasie dwóch odeszło i tak obecnie nasza Spółdzielnia liczy 9 członków. Trzech z nas produkuje ponad 1500 sztuk tucznika, trzech ponad 500 sztuk, a trzech zaledwie do 500 sztuk rocznie. W latach 2012-2015 roku nasi hodowcy wyprodukowali rocznie ok. 9 tys. sztuk. W tym roku planujemy wyprodukować ok. 14 tys. sztuk – opowiada Marcin Jach.

Jach jest dumny ze swojego gospodarstwa.

– W moim gospodarstwie trzymam 400 loch. Średnio od lochy mam 28 sztuk młodych w jednym miocie. Moja wydajność jest na poziomie hodowców z Danii, Niemiec czy Holandii. Mięsność tuczników to minimum 58%. O jakości mojej hodowli świadczy fakt, iż nie mam prawie upadków zwierząt. Hodowla pod względem zdrowotnym prowadzona jest wzorcowo. Zbliżone wyniki osiągają inni nasi hodowcy.

– W moim gospodarstwie gros kosztów generuje zakup pasz. Roczny przerób paszy w mojej hodowli to ponad dwa tysiące ton. Dzisiaj 1 tona mieszanki z dodatkami mineralnymi czołowych firm działających na naszym rynku kosztuje ponad 1200 zł – wylicza M. Jach. Dlatego myślimy o konsolidacji zakupów paszowych dla naszej grupy. Dzisiaj kupujemy np. soję bezpośrednio z portu. Dobrym rozwiązaniem byłoby wydzierżawienie terenu pod magazyn pasz dla naszych hodowców, co rozwiązałoby długofalowo problemy logistyczne z zaopatrzeniem naszych rolników.

Grupa osiąga dobre wyniki produkcyjne i handlowe od co najmniej dwóch lat i ma już zorganizowany zbyt swoich tuczników. Poza tym w grupie łatwiej jest działać.

– Znacznie trudniej mają pojedynczy hodowcy, którzy nie mają takiej siły przebicia jak my w negocjacjach cenowych z zakładami mięsnymi. Wielu z nich nadal dokłada do hodowli. Taka perspektywa nie zachęca nie tylko do zakładania hodowli zarodowych świń, ale nawet do otwierania produkcji tuczu.

Także ilość macior stale się zmniejsza. To będzie powodowało, moim zdaniem nowe świńskie dołki w Polsce. Ten stan nie poprawi się dopóki nie odbudujemy naszych stad zarodowych – przewiduje Marcin Jach.

 

Facebook Comments Box

LEAVE YOUR COMMENT